O języku słów kilka, czyli włączmy myślenie


Ostatnio na lewicy pojawiły się wątpliwości, co do częstotliwości i sensowności terminów, które w środowisku były traktowane, jako argumenty niepodważalne, a przez to zabijające dyskusję. Jak na razie debacie przewodzą towarzysze z “Krytyki Politycznej”, ale miejmy nadzieję, że zaangażuje się w nią cała lewica.

Środowiska laickie od jakiegoś czasy potrafią walczyć z pojęciami typowo katolickimi, dlatego nie ma szans, aby dyskusja została zakończona przez stwierdzenia: “tak jest napisane w Biblii”, “to nie moralne”, “to nie etyczne” etc. Przeważnie tego typu stwierdzenia spotykają się ze złośliwym uśmiechem i szybko zostają obalone, jako nienaukowe. Również coraz częściej niepoważnie są traktowane “prawdy objawione”, jak “normalność”.

Inaczej ma się sprawa z pojęciami typowo liberalnymi, wobec których lewica wydaje się być bezsilna, a – co gorsza – często sama z nich korzysta. Przede wszystkim dotyczy to sfery gospodarczo-socjalnej, czyli to, co najbardziej dotyczy lewicy.

Dobrze zobrazował to Cezary Michalski w swoim ostatnim felietonie dla “Krytyki Politycznej”:

Przywódcy Partii Pracy wystąpili na sobotniej manifestacji pod hasłem „There is an alternative!”. (…) Jako pierwszy alternatywę Partii Pracy przedstawił parę dni temu minister finansów labourzystowskiego gabinetu cieni, który w apogeum ubiegłotygodniowej debaty parlamentarnej nad budżetem (…) powiedział: „Mamy alternatywę dla programu cięć torysów, proponujemy… cięcia nie tak szybkie i nie tak głębokie!”. Tę odważną linię kontynuował w sobotę nowy, radykalny przywódca Partii Pracy Ed Miliband (…). W swoim przemówieniu do tłumów powiedział: „Jest alternatywa! Torysi chcą za pomocą antysocjalnych cięć zlikwidować deficyt budżetowy w całości, w ciągu czterech lat, my chcemy w ciągu czterech lat… obniżyć go o połowę!” .

Przeciętny eseledowiec – chcąc nie chcąc środowiska powszechnie kojarzonego z lewicą – na hasło “wolny rynek” i “kapitalizm” reaguje, jak pies Pawłowa. Idealnym przykładem jest ekspremier Leszek Miller, czyli “lewicowiec” równie liberalny jak jego imiennik Balcerowicz:

No cóż, mam wrażenie, że Kalita i jego koledzy nie zauważyli, że długi spór między wolnym rynkiem a socjalizmem został już rozstrzygnięty. Nie rozumieją też, że jeśli ktoś lubi mleko, nie może być przeciwnikiem krów. Jeśli zatem SLD chce sprawiedliwie dzielić dochód narodowy, budować rozmaite programy i osłony socjalne, to musi dobrze karmić krowy, żeby mieć na to pieniądze. A można je uzyskać tylko i wyłącznie z wydajnej i konkurencyjnej gospodarki rynkowej. To są niby sprawy proste i jestem zdumiony, że tak trudno dochodzą do świadomości niektórych moich kolegów.

Drugi cytat:

Byliśmy lewicowi tylko nie w kategoriach dziewiętnastowiecznych, a w znaczeniu Manifestu socjaldemokratycznego Blaira i Schrödera z 1999 r., który zresztą nadal jest aktualny. Dwóch wybitnych socjaldemokratów rzuciło wtedy wyzwanie panującym stereotypom, że lewica potrafi sprawiedliwie dzielić, ale nie jest już zdolna do tworzenia warunków wzrostu gospodarczego. Wnioskowali, że opiekuńczość państwa i gospodarcza dynamika nie są wrogami, lecz naturalnymi sojusznikami. Uznali, że sprawiedliwość społeczna wymaga czegoś więcej niż dystrybucji zasiłków i równości żołądków. Przede wszystkim zwiększenia równości szans, bo tylko wtedy można zwalczać społeczną marginalizację. Poparli gospodarkę rynkową, a nie rynkowe społeczeństwo, co oznaczało, że w gospodarce rynkowej nie wszystko jest towarem. Promowali wzrost gospodarczy i jednocześnie solidarność społeczną, a nie konieczność wybierania między nimi.

Miller sam przyznał, że jego mentalność została gdzieś pod koniec lat dziewięćdziesiątych, czyli de facto na początku kryzysu lewicy, więc nie ma o czym rozmawiać. Przełknąłbym jeszcze jego opowieści, gdyby to było ostatnie zepsute pokolenie w SLD, ale tak nie jest. Miller odpowiadał na zarzuty rzecznika prasowego jego partii Tomasza Kality, który wcale mu nie ustępował:

[Miller i Kwaśniewski - przyp. autora] Robili wiele, by udowodnić, że chcą (…) odpowiedzialnie transformować Polskę (…) I zdali ten historyczny egzamin.

I jeszcze raz Kalita, tym razem wznoszący się na wyżyny liberalnej nowomowy:

Państwo w wydaniu socjaldemokracji XXI wieku to duża galeria handlowa, w której zrzucamy się na wejściu i korzystamy z podstawowej infrastruktury. Za resztę musimy dopłacić.

Gdyby ktoś podsunął mi cytaty Millera albo Kality, to powiedziałbym, że to Leszek Balcerowicz albo jakiś “niezależny” ekspert z banku lub innej wielkiej korporacji (swoją drogą to też ciekawe, że reprezentowanie interesów wielkiego kapitału jest niezależne). Czym wypowiedzi Millera i Kality różnią się od przedstawicieli Lewiatana, jak choćby Małgorzaty Rusiewicz? (Zresztą z ich wypowiedzi – w kolejności: dobra transformacja, równość szans a nie żołądków i wysokie bezrobocie wśród młodych – układają się w jedną całość, bo szokowa zmiana ustrojowa i późniejsza polityka gospodarcza, między innymi SLD, wpłynęły na obecną sytuację na rynku pracy i jedno z najmniej egalitarnych społeczeństw w Unii Europejskiej).

Nie mówiąc już o tym, że żaden szanujący się socjaldemokrata nie porównałby państwa do “dużej galerii handlowej”, bo nie od dzisiaj wiadomo, iż nie mają do niej wstępu bezdomni czy uzależnieni, a biedni mają dostęp – albo i nie – tylko do supermarketu i sklepów, w których są jedynie tandetne produkty.

Lewica zgubiła swój język, oddała pole prawicy i liberałom, zostawiając sobie ubogi arsenał, którym często sama sprowadzała swoje postulaty do śmieszności. Mam tu przede wszystkim na myśli wszędobylski “neoliberalizm”. Na przykład Lewica.pl (w tym samym tekście to słowo powtarza się jeszcze kilka razy i następnych także):

Oczywiście, w kampanii wyborczej Konserwatyści nie wspominali o konieczności tak wielkich cięć, dlatego otrzymali relatywnie duży odsetek głosów, nawet spośród tradycyjnego elektoratu Partii Pracy zawiedzionego neoliberalnymi posunięciami swojej partii.

Krytyka Polityczna“:

Dla neoliberałów każde upomnienie się o prawa pracownicze i socjalne jest populizmem.

Pracownicza demokracja“:

Działania w kierunku utworzenia niezależnego banku centralnego, proces, który rozpoczął się jeszcze przed 1990 rokiem, dały konieczną podbudowę szkieletowi neoliberalnego projektu, tak aby zapewnić stabilność pieniądza oraz uniezależnić finanse od kapitału krajowego i politycznego wpływu starych stalinowskich klas rządzących.

I są to przykłady wzięte z brzegu. Każda lewicowa dyskusja na temat problemów gospodarczych kończy się “neoliberalizmem”. Za pomocą tego słowa na pewno nie uda się przeprowadzić rzetelnej debaty na temat postępujących zmian w globalizującym się świecie. Dopóki nie zostanie zaproponowany język, który uwzględnia rzeczywiste problemy socjalne, a nie wyłącznie PKB, wzrost gospodarczy, inflację, racjonalizację, pragmatyzm i deficyt. Dzisiaj lewica jest na straconej pozycji, więc przyłączam się do propozycji Michała Zadary:

Są słowa, które po pewnym czasie intensywnego używania tracą znaczenie. Kiedy upłynie ich termin ważności, a się ich nadal używa, myśli stają się mniej precyzyjnie.  Są to słowa, które straciły swoją ostrość tak jak nóż zbyt często używany do krojenia niewłaściwej materii staje się tępy.  Użycie takich słów nic nie rozjaśnia, tylko zaciemnia.

Jest mi bardzo przykro, ale słowo „neoliberalne” przestało być użyteczne.  Zużyło się jak gąbka do mycia naczyń niezmieniana przez dwa miesiące. (…) Gdy zapomnimy o epitecie „neoliberalny”, nasze krytykowanie stanie się silniejsze.

Proszę i ja: Odrzućmy dogmaty, włączmy myślenie!

PS
Jeszcze przy okazji dyskusji o Libii, rezolucji ONZ i imperializmie, który również należy do niewielkiego słowniczka lewicy, przyłączam się do apelu Macieja Gduli:

Krytyka zachodniego imperializmu niestety zbyt często przypomina grę w pomidora. Zachód wspiera dyktatorów – imperializm. Zachód obala dyktatorów – imperializm. Zachód przymyka oczy na rzezie cywilów – imperializm. Zachód podejmuje działania, żeby rzezie zahamować – imperializm. Zbyt potrzebujemy tego pojęcia, żeby tak łatwo nim szafować i pozbawiać go znaczenia. Dlatego w miarę możliwości zdefiniować trzeba zasady interwencji międzynarodowych, które służą ludzkości, a nie imperialnym interesom.

This entry was posted in Kultura zaangażowana and tagged , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , . Bookmark the permalink.

One Response to O języku słów kilka, czyli włączmy myślenie

  1. Pingback: Polityka » Blog Archive » O języku słów kilka, czyli włączmy myślenie

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Connecting to %s